Niespodziewane powroty są zawsze najlepsze i najzdrowsze… Czasem lepiej poczekać, żeby wrócić do czegokolwiek, niż wracać nieprzygotowanym.
Ostatni czas trochę dziwny. Tajemniczy i przypadkowy, ale pełen radości…
Kto by uwierzył, ze po 7 latach zawirowań, borykania się po świecie i szukania swojego miejsca usłyszy się, ze tak naprawdę nic się w nas nie zmieniło… Że tak naprawdę widać, ze to dzięki tym kilku latom spędzonym na osiedlowych ławkach człowiek poważniej teraz na życie spogląda i łatwiej mu się z nim uporać…
I lżej od razu, choć życie nie rozpieszcza, ale inaczej się patrzy na to czego i kogo brakuje, gdy wiadomo, ze można liczyć na ludzi, o których się pamięta z powodu uśmiechów, imprez, piwa razem wypitego, dni przemilczanych, czy jakiś niezrozumiałych fochów…
A i łatwiej, gdy czasem ni stąd ni z ową pojawia się ktoś, z kim się rozumiesz, choć nic o nim nie wiesz. Ale jedno jest pewne, ze istnieją ludzie tacy jak Ty. Łatwiej jest żyć wiedząc, ze nie jest się gatunkiem zagrożonym na tym świecie…
Czasem wspomnienia zabijają, czasem zagrzewają do walki o siebie, a czasem jak wczoraj po prostu dodają siły przez czysty perlisty śmiech…
Wierzyć Panu chcę, gdy słyszę, ze wszystko jeszcze będzie dobrze,
Że czas poczeka a ludzie są dobrzy.
Gdy Pan mówi, że deszcz może być piękny bo delikatny w swoich kroplach,
Kiedy słyszeć, ze jeszcze będzie pięknie…
Bo cóż, gdy człowiek wiarę straci i słowa słyszeć przestanie??
I nawet, gdy czasem mam Pana dość już i patrzeć mi się na Pana nie chce,
Wiem, ze mi przejdzie i ze spojrzeć się na Pana wzrokiem zakochanym jak kiedyś…
Bo jak nie kochać życia…
